Główny wątek rozdziału: Życzenia Pana Premiera od wolnych mediów, niezależnych od żadnych polityków, nie finansowanych przez żadną partię polityczną, biorących udział w dyskusjach narodowych. Przykładem choćby są: kanały joutube: Jana Pińskiego, Tomka Szwejgierta- byłego wieloletniego prac.wywiadu.., Tomeka Wiejskiego, Elizy Michalik i wielu innych uczestniczących w dyskusjach ze słuchaczami lub wywiadach specjalistów w poruszanych tematach, np. Płk Wroński, Wątły i Rozenek, Major wywiadu Robert Cheda… Tych ludzi charakteryzuje przekazywanie prawdy czasami porażającej.. a na lajfach (odpowiedzi na zadawane pytania słuchaczy i subskrybentów) Nigdy niczego nie owijają w bawełnę jak to się dzieje w telewizji nawet najbardziej prawdomównej jak tvn24. Chcesz poznać prawdę, zacznij słuchać ludzi prawych i do dna uczciwych, którzy nigdy się nie zhańbili kłamstwem, naciągactwem, kradzieżami, zdradami, wyzbyciem się honoru na rzecz osobistych korzyści – jak ludzie pisu. Po prawdę i wiedzę sięgam też do FB a tam do wiel
=================================================
Warte do odsłuchania. Ja się zasłuchałam – kliknij tutaj – Nowy rok. Nowe nadzieje – Krzysztof Petek LIVE i tutaj – Eliza Michalik ( NAWROCKI I PUTIN – CAŁA PRAWDA) – a sam/sama zobaczysz…
==================================================
Noworoczne życzenie dla Premiera Donalda Tuska
Panie Premierze Donald Tusk,
życzymy Panu wytrwałości w trudzie, który nie ma w sobie nic z patosu, a wszystko z mozolnej odpowiedzialności. Niech Pan nie potyka się o kłody rzucane celowo i niech Pan sam nie rozpala nadczych obietnic, zanim sprawdzi Pan, czy drwa w ogóle są pod ręką i czy rzeczywiście zapłoną ogniem wyborczych deklaracji, a nie tylko dymem rozczarowań.
Niech Pan dąży i buduje jedną, wielką, stabilną Polskę — ponad podziałami. Wiemy, że trudno zapobiec namnażaniu się wirusów i złodajnych prawicowych bakterii, które żerują na strachu, resentymencie i krótkiej pamięci. Tym bardziej potrzebny jest lekarz, nie kuglarz. Ktoś, kto stoi na straży, diagnozuje bez lęku i leczy bez ideologicznych uprzedzeń.
Połowa Polaków zapadła na narodową czerwionkę zza Bugu, druga — bardziej odporna — i tak łapie infekcje od codziennego chaosu, zmęczenia i braku zaufania. Pańska rola nie polega na udawaniu, że choroby nie ma, lecz na konsekwentnej terapii: czasem bolesnej, czasem niewdzięcznej, ale koniecznej.
Niech Pan nie dyskredytuje Lewicy. Jej czas jeszcze się okaże, a zdolność do owocnej współpracy bywa większa tam, gdzie nie stawia się wszystkiego na jedną kartę ani nie obraża sojuszników w imię doraźnej wygody. Koalicja to nie ornament — to narzędzie. A narzędzia się ostrzy, a nie wyrzuca.
Niech Pan słucha głosów i myśli nas, wyborców — nawet krnąbrnych, nawet tych, którzy dwóch koalicjantów nazywają dosadnie „łobuzami” i „politycznymi kurwiarzami”. Słowa są ostre, ale pamięć długa. Wciąż mamy w tle etos i heroizm marszu, Piłsudskiego, decyzji podejmowanych w mroku niepewności. Czasy są inne, lecz nie mniej niebezpieczne. Ręka premiera powinna umieć karcić niesfornych podwładnych — nie z zemsty, lecz z odpowiedzialności za całość.
Życzymy Panu, by nie mylił Pan spokoju z biernością, a kompromisu z kapitulacją. By potrafił Pan mówić „nie”, gdy trzeba, i „poczekajmy”, gdy rozsądek wyprzedza emocje. By państwo było twarde wobec cyników, a sprawiedliwe wobec obywateli. I by historia, gdy znów spojrzy wstecz, zobaczyła nie tylko zręcznego polityka, lecz męża stanu, który wiedział, kiedy ciąć, a kiedy zszywać.
SZANOWNY PANIE PREMIERZE DONALDZIE TUSK
W imieniu wielu Polaków składam Panu najserdeczniejsze życzenia noworoczne na 2026 rok!
Niech ten nowy rok przyniesie Panu dużo zdrowia, sił i nieustającej energii do służby Polsce. Życzę mądrych decyzji, pomyślnych reform, jedności w społeczeństwie oraz sukcesów w budowaniu silnej i bezpiecznej Ojczyzny.
Niech 2026 będzie rokiem stabilnego rozwoju, pokoju i dobrobytu dla wszystkich Polaków.
Szczęśliwego Nowego Roku!
A Wy Kochani Przyjaciele, czego życzycie DONALDOWI?
Z szacunkiem Adam Banaszak


Pamiętacie, jak rok temu Donald Tusk mówił, że 2025 będzie rokiem przełomu?
I tak się stało.
Best wishes for Europe: be like Poland!
Najlepsze życzenia dla Europy: bądź jak Polska!
Marcin Krueger
pdrooensSt1u
Noworoczne orędzie do Karola Nawrockiego
Karolu Nawrocki,
Nowy Rok nie jest momentem na kolejną maskaradę. To chwila, w której nawet najbardziej zawzięta poza powinna opaść z twarzy, a lustro — choćby pęknięte — domaga się spojrzenia wprost. Nie w czerwonej flaneli, nie w partyzanckiej stylizacji z wypożyczalni mitów, lecz w nagiej prawdzie o własnej mierze.
Nie jesteś Petrem Pavlem. I nigdy nim nie będziesz. Nie dlatego, że Czechy są inne, a Polska trudniejsza — lecz dlatego, że autentyczność nie rodzi się z imitacji. Prezydent Petr Pavel jest efektem ciężaru odpowiedzialności i intelektu, który nie musi krzyczeć. Ty zaś usiłujesz udawać las, będąc jedynie świerkiem z plantacji ambicji, który myli wysokość z siłą. A gdy bliżej podejść — okazuje się, że to nie świerk, lecz prawicowa brzoza-chwast, żywiąca się resentymentem i cudzym cieniem.
Nie podszywaj się pod czeskiego Krecika. On nigdy nie kopał tuneli dla obcych imperiów, nie drążył korytarzy pod cudzą dominację, nie zapraszał w głąb domu ruskiej swołoczy i dziczy. Krecik był niewinny, ironiczny, domowy. Ty zaś flirtujesz z mrokiem, który udaje geopolitykę, a w istocie jest sabotażem rozumu.
Nie neguj zmian — światopoglądowych, ekonomicznych, technologicznych — bo one i tak zachodzą bez pytania o twoją zgodę. Twój umysł nie jest miarą dla trzydziestu ośmiu milionów Polaków. Państwo nie jest przedłużeniem ego, a naród nie jest publicznością do oklasków dla rekonstrukcji własnych legend. Możliwe, że w archiwum Prawicowego Instytutu Nepotyzmu figurowałeś jako bohater od demolki, jako sprawca własnego batyrowego etosu. My jednak znamy ten repertuar. Znamy takich jak ty. I na tanie sztuczki nie dajemy się już łapać.
Uważaj, by uczciwość Waści katolika nie spełzła w trywialne sutenerstwo polityczne. By moralność nie stała się szyderstwem z ludzi mądrzejszych, rozumniejszych i zwyczajnie uczciwszych od Ciebie. Etos narodowy nie jest nawoływaniem do nienawiści wobec europejskich sąsiadów — zwłaszcza dziś, gdy ruska horda ostrzy zęby na Polskę każdego dnia.
A jeśli już mowa o ciężarze: niech pancerne BMW ciśnie Cię w fotel nie bardziej niż biednego Polaka jego wysłużona Škoda. Bo kierunek jest znany. I historia nie hamuje przed zakrętem tylko dlatego, że ktoś pomylił rolę z kostiumem.
I jeszcze jedno, Karolu Nawrocki — nie myl roli reprezentanta Rzeczypospolitej z kukłą politycznego kabaretu. Kukła ma rozum drewniany, ruchy cudze i ambicję, by wbić się możliwie najgłębiej w tyłek pomarańczowego Hegemona, myląc serwilizm z „realizmem geopolitycznym”. To nie jest strategia. To jest kompromitacja w przebraniu.
Na tym świecie nadmiar jest sprawczego zła, a dramatycznie mało odpowiedzialnego dobra. Tymczasem my, Polacy, mamy godność, honor i Ojczyznę — nawet jeśli wedle rodowych klasyfikacji górnych kast złodziei i oligarchów, o eklektycznych imionach i jeszcze gorszej sprawczości, bywamy nazywani „nie-Polakami”. To wasze etykiety, nie nasza rzeczywistość.
O bogu nie będę tu wspominał. Ani ja, ani Pan, ani nikt inny nigdy go nie spotkał i nie spotka — tak jak nie spotka się „mgły” ani Panu wiadomego staruszka z Gdańska. Religijne rekwizyty nie zastąpią odpowiedzialności, a krzyż nie jest alibi dla intelektualnej bylejakości.
Wyimaginowane zuchwalstwo, samoetos, samouwielbienie i polityczny demakijaż — robiony po to, by głośniej wykrzyczeć uzurpatorskie, historycznie i politycznie kulawe frazesy — nie przystają osobie, która ma reprezentować nie tylko mnie, lecz wszystkich, i to godnie, z szacunkiem, bez piany na ustach.
Polska nie jest kartonem klocków Lego, w którym jakiś bachor buduje, burzy i przestawia wedle chwilowego kaprysu. Tu obowiązuje instrukcja — niezależnie od tego, jak ją nazwać. Nie nazwę jej wprost, by ciężar słów nie wypalił Panu oczu, a znaczenie nie wywołało ataku epilepsji czy udaru krwotocznego, bo jeszcze okaże się iż nie patriotyczna a (zd)Radziecka krew płynie w Pana żyłach.
Nowy Rok nie daje taryfy ulgowej.
Daje wybór.

Wypuścili świnie z chlewu. Jak rolniczy protest stał się prezentem dla skrajnej prawicy
Najpierw jedno trzeba jasno powiedzieć: bardzo dobry, wyważony i uczciwy głos Fibi Dąbrowska. Wreszcie ktoś oddzielił realnych rolników od zawodowych krzykaczy, bez ideologicznej piany i bez taniego romantyzowania wsi. Za to szacunek.
A teraz sedno. Dziwnym trafem jest tak, że gdy skrajna prawica puszcza nawet najbardziej toksycznego bąka, „rolnicza solidarność głupoty i nieodpowiedzialności” wyjeżdża na drogi ciągnikami za miliony złotych — kupionymi z unijnych dopłat — tylko po to, by kolokwialnie mówiąc wkurzyć resztę społeczeństwa. Nie po to, by coś realnie wywalczyć, tylko po to, by zrobić hałas, zdjęcia i polityczną awanturę.
Popieram protesty w słusznych sprawach. Ten jednak przeczy zdrowemu rozsądkowi. Zarówno rząd Polski, jak i rząd Francji zrobiły i nadal robią wszystko, co realnie możliwe na forum europejskim. W tej kwestii panuje rzadko spotykana zgoda polityczna — od lewa do prawa. Jedyną niewiadomą pozostaje to, co w danym dniu myśli (nie)prezydent i jaką kartkę podsunie mu Nowogrodzka.
Dlatego obecne protesty rolników-ciemniaków są ironią wymierzoną przeciwko ich własnemu statusowi społecznemu. Zamiast wzmacniać pozycję negocjacyjną państwa i wejść w merytoryczne rozmowy, wybrali drogę gwałtu, gnoju i destabilizacji. Nie odbieram im zasług produkcyjnych — ale nie zamierzam też pochwalać narodowej skibowej oranżerii, której wydaje się, że mózg to dziś organ zbędny, podobnie jak obornik, skoro wszystko da się załatwić chemią. Także tą polityczną.
Być może rolnicy mają tak dużo czasu właśnie dlatego, że zamiast rzetelnie pracować, wolą destabilizować rząd, prawo publiczne i elementarne społeczne obyczaje. Łajno to łajno, a skiba nie jest fotelem rady nadzorczej. Gdyby była, być może dostrzegliby, ile czasu, pieniędzy i nerwów przedsiębiorcy poświęcają codziennie oraz jakie ryzyko prawne, ekonomiczne i egzystencjalne ponoszą — bez dopłat, bez parasola ochronnego i bez politycznego poklepywania po plecach.
Wielu przedsiębiorców straciło dorobek całych rodzin, bo ustawodawca przez trzy dekady był głuchy, ślepy i intelektualnie leniwy. Tego pseudo-obrońcy „naszych talerzy” nie widzą — albo nie chcą widzieć.
Dlatego jako konsument, mówiąc wprost, mam to w świńskim zadzie, czy zjem wołowinę polską czy argentyńską. A skoro jesteśmy na progu realnej wojny gospodarczej, warto zauważyć jedno: przedsiębiorcy potrafią się konsolidować, łączyć kapitał, know-how i ryzyko, tworząc struktury zdolne konkurować nie tylko lokalnie, ale europejsko i globalnie.
Pytanie brzmi: dlaczego rolnicy nie potrafią zrobić tego samego? Dlaczego nie tworzą realnych organizacji obniżających koszty produkcji, logistyki i zarządzania? Odpowiedź jest brutalnie prosta: bo polskie, postsowieckie łby wolą kłótnie, emocje i blokady dróg od ciężkiej, nudnej i odpowiedzialnej pracy u podstaw.
Rolnicy swoim tępym, krótkowzrocznym rozumowaniem dali się bez większego oporu zmanipulować skrajnej prawicy. Efekt? Osiągnęli jedno — i to aż nadto skutecznie: masowe wkurzenie polskich konsumentów. Nic więcej. Nie wzmocnili swojej pozycji, nie pomogli państwu, nie zyskali społecznej sympatii. Trudno to działanie nazwać inaczej niż klasycznym wypuszczeniem świń z chlewu — światło dnia je oślepiło, zanim zdążyły zrozumieć, gdzie są, zostały już politycznie poćwiartowane i zużyte. A odpowiedzialność, jak zawsze, spadnie nie na manipulatorów, lecz na tych, którzy dali się poprowadzić na rzeź.
Pokaż mniej
(koniec rozdziału)