1087. Nadszedł czas na przebudzenie, bo za chwilę nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś ustawy uchwalano w parlamencie.

Główny wątek rozdziału:  Dziękuję za ten tekst kogoś bardzo mądrego, piszącego pod ksywką „KZ Bielejew Sky”  ale próba wyguglowania, to tylko kilka podobnych nazwisk z dawnych lat. W każdym razie poniższy tekst jest alarmem przed nadchodzącą szybkim krokiem epoki „algorytmowych dinozaurów”  a to ostatni dzwonek,  do odzyskania zaufania do nauki, do myślenia krytycznego, do ustawienia ram –  do przetrwania w świecie opanowanym przez sztuczną inteligencję i fake newsy..

Już się cichcem prawacy zmawiają: czytaj wpis z dnia 23-01-2026

(zawieruszył mi się)

 

 

Jedna przyszła kadencja
Jedna przyszła kadencja. Tyle tym skurwysynom z prawicy wystarczy zgody społecznej, by domknąć dyktaturę — słownikowo i realnie. Bez czołgów na ulicach, bez formalnego stanu wojennego, za to z pełnym arsenałem propagandy, strachu i „legalnych” obejść prawa. Dyktaturę miękką w formie, twardą w skutkach. Dyktaturę, która zaczyna się od języka, a kończy na twoim życiu.
Jako obywatel tego kraju mam nie tylko obowiązek, ale i prawo mówić otwarcie o brunatnej prawicy i jej planach ustrojowego zamachu w Polsce. Nie zamierzam się autocenzurować ani udawać, że chodzi o „różnice światopoglądowe”. To nie jest spór o podatki czy tempo reform. To jest spór o ustrój. O to, czy państwo będzie wspólne, czy prywatne. Czy prawo będzie tarczą, czy pałką. Czy obywatel będzie podmiotem, czy podejrzanym.
Niezależnie od tego, że krytykuję decyzje rządów Donalda Tuska, popieram lub nie popieram rozwiązania Lewicy, a PSL i Polskę 2050 oskarżam o polityczne kurestwo i kunktatorstwo — w obliczu ustrojowego, demokratycznego zamachu stanu sprawy przestają być partyjne. W obliczu sutenersko-kibolskiej głowy państwa i butwiejącego Kościoła katolickiego, który od dawna zamienił etykę na kontrakt polityczny, nie wolno udawać, że „to się samo ułoży”.
Nie ułoży się.
Wewnętrzny wróg nie przychodzi dziś w mundurze. Przychodzi w garniturze, z flagą w klapie, z krzyżem na piersi i gotową narracją o „obronie narodu”. Jest sponsorowany przez rosyjski aparat państwa, karmiony dezinformacją, chroniony przez chaos i cynizm. Jego bronią nie jest siła — jego bronią jest nasza obojętność. Nasze zmęczenie. Nasze „to mnie nie dotyczy”.
Polska musi obronić demokrację. Polska musi być w Unii Europejskiej i mieć w niej realny, decydujący głos. Ale to nie zależy wyłącznie od rządu Donalda Tuska — to zależy bezpośrednio od nas. Od obywateli. Od tego, czy dziś wejdziemy w spór, w rozmowę, w działanie. Czy odważymy się mówić, pisać, pytać i kontrolować. Czy będziemy obecni, czy tylko bierni.
Milczenie, obojętność i brak społecznego dyskursu prowadzą zawsze w to samo miejsce: do politycznej bezradności, do przejęcia państwa przez przestępców w białych kołnierzykach, do kradzieży naszych dóbr, praw i przyszłości. Nie dzieje się to nagle. Dzieje się małymi krokami, ustawą po ustawie, decyzją po decyzji — aż budzisz się w kraju, w którym wszystko jest „zgodne z prawem”, ale nic nie jest sprawiedliwe.
Dlatego czytelniku: nie jutro, nie „przed wyborami”, nie „jak będzie gorzej”. Już dziś musisz uczestniczyć w życiu politycznym i społecznym. Już dziś trzeba stanąć na wysokości obywatelskiego zadania. Bronić demokracji nie deklaracją, lecz obecnością. Bo jeśli tego nie zrobimy, znów będziemy pisać w pamiętnikach:
„Coraz bliżej każdego z nas jest otchłań, morda apokaliptycznej bestii, na której czole wypisane są słowa: śmierć, zniszczenie, zagłada i bóle agonii, wieczna niepewność; ciągły strach jest najokropniejszym uczuciem spośród wszystkich naszych, jakże ciężkich i tragicznych, doznań i cierpień.”
To nie jest metafora przyszłości. To jest ostrzeżenie teraźniejszości.

 

 

KTO MA KORONĘ, TEN KRÓL. KTO MA ALGORYTM, TEN BÓG.
Polityka w 2026 roku nie przypomina już starcia idei — to teatrzyk lajków, cyfrowych pozorów i spektaklu dla mas. Tu już nie chodzi o reformy czy wizję państwa. Chodzi o wpływ. A wpływ ma ten, kto ma zasięg. Kto opanował algorytm, ten rozdaje karty. A kto tego nie rozumie — zostaje w cieniu, z twarzą zasłoniętą przez filtr z uszami królika.
KOSINIAK-KAMYSZ – TRADYCJA W KRAWACIE Z TĘCZY
Jeszcze niedawno Kosiniak-Kamysz był symbolem konserwatywnego rozsądku. Dziś, w obliczu walki o status osoby najbliższej i wewnętrznego napięcia w koalicji, balansuje między pragmatyzmem a postępem. Tyle że ten balans zaczyna przypominać taniec na linie nad przepaścią populizmu.
Prezydenckie weto wobec ustawy wprowadzającej podstawowe prawa dla osób niespokrewnionych to nie tylko akt polityczny — to akt symboliczny. Utrwalenie przekonania, że równość obywatelska to „agenda”, a nie norma. W tle pozostaje pytanie: jak długo PSL będzie w stanie udawać, że nie widzi zmieniającego się społeczeństwa?
ZIOBRO – ZBIEG SPRAWIEDLIWOŚCI
Ziobro na Węgrzech to nie tylko groteskowa historia ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości. To także przestroga: jak bardzo można zdemolować instytucje publiczne, a potem próbować przed nimi uciec. Azyl w kraju Viktora Orbána, który sam balansuje na granicy demokracji, mówi więcej o stanie państwa polskiego niż jakiekolwiek exposé.
Odpowiedzialność karna została sprowadzona do medialnego performansu, a sądy — do instrumentu politycznego konfliktu. Kiedy prokurator generalny staje się uchodźcą, to nie jest już kryzys. To upadek systemu.
PUTIN, TRUMP, XI – AUTORYTARNA INTERNACJONAŁA
Putin prowadzi wojnę z Zachodem, Xi planuje swoje szachy w Azji, Trump znowu szokuje, obiecując Ameryce powrót do „wielkości” przez chaos i gniew. Trzech liderów, trzy wizje świata, jedna wspólna cecha: pogarda dla instytucji demokratycznych.
To nie są tylko jednostkowe zagrożenia. To nowy model władzy, który inspiruje całe pokolenia polityków od Węgier po Brazylię. Rządy silnych ludzi, decyzje podejmowane z pominięciem konsultacji, polityka jako gra w dominację. A Europa? Wciąż rozdarta, wciąż w reakcji, wciąż za późno.
DSA – SZANSA UTOPIONA W KIESZENIACH BIG TECHU
Wetując ustawę implementującą unijny Digital Services Act, Nawrocki pokazał, jak bardzo nie rozumie współczesnych zagrożeń. DSA to próba ucywilizowania Internetu — ograniczenia dezinformacji, zapewnienia przejrzystości algorytmów, ochrony dzieci i praw obywatelskich.
Ale w Polsce narracja została odwrócona: regulacja to cenzura, a korporacyjna anarchia to wolność. Tymczasem zagrożenia są realne: sztuczna inteligencja generuje fałszywe obrazy polityków, deepfake’i zyskują popularność, a kampanie dezinformacyjne wpływają na wybory szybciej niż sondaże.
INFORMACYJNE TSUNAMI – ZANIM SIĘ ZORIENTUJESZ, JUŻ TONIESZ
Żyjemy w świecie, gdzie granica między prawdą a kłamstwem jest celowo rozmywana. Gdzie łatwiej uwierzyć w emocjonalny filmik niż przeczytać analizę. Gdzie opinia celebryty znaczy więcej niż dane naukowe.
To już nie tylko kryzys mediów. To kryzys poznawczy. Ludzie nie odróżniają faktów od manipulacji, bo nie uczono ich, że powinni. A algorytmy — bezwzględne, skuteczne, nastawione na zaangażowanie — tylko to wykorzystują.
UKRAINA – FRONT, O KTÓRYM ŁATWO ZAPOMNIEĆ
Ukraina nadal broni się przed agresją. Ale wsparcie Zachodu topnieje. Zmęczenie, inflacja, nowe kryzysy spychają temat wojny na dalszy plan. A Putin doskonale to wykorzystuje.
Europa, jeśli chce przetrwać, musi zrozumieć, że bezpieczeństwo nie zaczyna się od liczby czołgów, ale od spójnej polityki, solidarności i odporności na dezinformację. Bo wojna to nie tylko bomby. To również narracje, które sieją zwątpienie, apatię i podziały.
POLITYKA JAK BÓJKA NA BAZARKU – WYGRA TEN, KTO GŁOŚNIEJ KRZYCZY
Demokracja, zamiast być dialogiem, stała się turniejem na krzyk, memy i populistyczne hasła. Młodzi uczą się, że wygrywa nie ten, kto ma rację, ale ten, kto lepiej gra emocjami. Debata została zastąpiona przez viral.
To rodzi pytanie: czy przetrwa jeszcze jakakolwiek poważna rozmowa o przyszłości? Czy polityka stanie się ostatecznie wyłącznie spektaklem?
LOKALNOŚĆ – NAJCICHSZA, ALE NAJWAŻNIEJSZA OBRONA
W tym całym szumie jedno nie traci znaczenia: lokalność. Wspólnoty, edukacja, realne więzi międzyludzkie. To tam, w szkole, bibliotece, na spotkaniu sąsiedzkim, kształtuje się odporność społeczna.
Bo jeśli nie odzyskamy zaufania, nie nauczymy się myśleć krytycznie, nie będziemy w stanie przetrwać w świecie, w którym fake news staje się normą, a prawda — opcją.
Zamiast demokracji będziemy mieli algorytm. Zamiast społeczeństwa — zlepek odbiorców treści. Zamiast państwa — platformę usług.
A wtedy już nikt nie zapyta, kto wrzucił ustawę na Instagrama. Bo nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś ustawy uchwalano w parlamencie.
(koniec rozdziału)