1088 . Od 1989r niszczyłeś ten szlachetny naród najpodlejszymi metodami, by z Polski zrobić twoje prywatne Państwo Panów i Niewolników. Wiemy, kim jesteś.

Są teksty, których nie da się zapomnieć.  Są ludzie w naszym Narodzie tak mądrzy jak cytowany autor.  Są też ludzie mądrzy inaczej, odwrotnie, działający na zadeptanie wolności i sprawiedliwości. Takim mądrym inaczej jest ten ktoś, co to sam o sobie wszem i wobec ogłosił, ze jest najmądrzejszym człowiekiem i że niewielu na świecie jest takich jak on ludzi. To indywiduum działa w konsekwencji od samego swojego początku na zgubę  narodu za cenę zawłaszczenia wszystkiego i panowania wraz z grupą podobnych mu wiernych wykonawców jego woli, bo nikt tak jak „on” nie potrafi zebrać wszystkie kanalie, trzeci sort w jednej partii na czele której stoi sam, jako kanalia wybitna.   Chcą zrobić z Polski prywatne Państwo Panów i Niewolników.  Został im tylko jeden krok, jedna kadencja do domknięcia systemu. To dlatego tak walczą, kłamią, przekupują. Wszak przejęli i ukradli nie tylko miliardy zł ale i pazernych klechów oraz bezmyślnych, ufnych ludzi. Niszczą wszelkimi sposobami UE i tzw. Wolny Zachód, by Ci skołowaceni ludzie nie mieli szans poznawać świata i życia innych wolnych narodów. Elektoracie pisu, nie bądźcie baranami idącymi pokornie na rzeź, na zatracenie. Czy niewolnictwa chcecie dla swoich dzieci i wnuków.

Tej opisanej niżej „figury” by nie było, gdyby nie było w sporej części Narodu nazbyt ufnych lub  bezmyślnych ludzi, albo zwyczajnie głupich lub pazernych na cudzą własność, których to opisywane indywiduum uwiodło i zaraziło swoim okrutnym i zgubnym kłamstwem


dodane 12lutego2026r

Jak to jest panie Morawiecki, że według waszej partyjnej liturgii komuna przyniosła Polsce wyłącznie kajdany, a akurat rodzinie Jarosława Kaczyńskiego przyniosła klucze. I to nie byle jakie. Osiemdziesiąt metrów na Żoliborzu. W mieście gdzie sześć osób w jednym pokoju było normą. Mieszkanie zabrane prawdziwym właścicielom. Oddane tym, którzy mieli właściwe kontakty i właściwy moment.
I potem słyszymy od was opowieści o zniewoleniu. O komunie jako absolutnym złu. O cierpieniu narodu. Tylko dziwnym trafem to zniewolenie zawsze omija wasze rodzinne metry kwadratowe. U was kończy się na opowieściach. Na martyrologii z mównicy. Na rocznicach i wieńcach.
Drugi przykład. Jeszcze grubszy. Dziadek pracujący w UB. Major Cenckiewicz. Aparat represji. Ludzie, którzy nie wygłaszali kazań o wolności, tylko łamali kręgosłupy i kariery. Obok oficerowie GRU.
Ojciec. Kapitan Cenckiewicz z SB. Później dyrektor Grand Hotelu w Sopocie. Prestiż. Władza. Sieć kontaktów. Zatrudnianie ludzi. W tym przyszłego promotora marki Nawrocky. Taki zbieg okoliczności. Taka historia rodzinna.
Cenckiewicz miał aż dwóch protoplastów w komunistycznej zbrodniczej bezpiece.
Dziadka – majora Cenckiewicza w UB.
Tatusia – kapitana Cenckiewicza w SB.
A dziś ten sam obóz polityczny krzyczy o czerwonej zarazie. O zdradzie. O hańbie. O tym, że komuna przyniosła tylko zniewolenie. Serio. Tylko komu.
Bo jednym przyniosła zniewolenie. Strach. Drugi obieg. Milczenie. A innym przyniosła mieszkania na Żoliborzu, stopnie wojskowe, stanowiska w UB i SB, dyrektorskie gabinety i hotelowe klucze.
To nie jest spór o historię. To jest spór o hipokryzję. O moralność na pokaz. O polityków, którzy z komunizmem walczą dopiero wtedy, gdy już dawno zdążyli zjeść z niego obiad, dostać deser i zabrać obrus do domu.
Więc pytanie zostaje. Bardzo proste. Bardzo niewygodne. To komu w końcu komuna przyniosła zniewolenie. Bo patrząc na nazwiska Morawiecki, Kaczyński, Nawrocki, Cenckiewicz i na rodzinne życiorysy, wygląda na to, że niektórym przyniosła raczej awans społeczny. I to całkiem wysoki.
Piotrek K.

————————————————————————

Poniższe dodane dnia 20stycznia2026

Dzień dobry Państwu. Jestem…
Dzień dobry Państwu. Jestem figurą, która mówi ciszej niż krzyczy system. Jestem twarzą, która udaje skromność, gdy w rękach trzyma dźwignie. Jestem człowiekiem, który nauczył się rządzić bez odpowiedzialności, sterować bez podpisu, decydować bez konsekwencji. Jestem polityką, która udaje moralność, i moralnością, która służy polityce tylko wtedy, gdy jest użyteczna.
Jestem architektem porządku opartego na strachu przed „nimi”. Na obcych, na innych, na tych, którzy nie pasują do narracji. W mojej opowieści wspólnota jest warunkowa, prawo – elastyczne, a państwo – prywatnym instrumentem. Nie muszę wygrywać debat; wystarczy, że narzucę ramę. W tej ramie wszystko jest obroną: przejęcie instytucji, kneblowanie sądów, tresura mediów. Obrona zawsze brzmi niewinnie. Obrona nie wymaga dowodów.
Jestem mistrzem delegowania brudu. Decyzje zapadają „gdzieś”, odpowiedzialność „rozmywa się”, winni są „oni”. Ja tylko „tłumaczę”, „wyjaśniam”, „uspokajam”. Gdy coś się wali, mówię o spiskach. Gdy coś działa, mówię o zasługach. To prosty mechanizm: władza bez twarzy, twarz bez winy. W ten sposób rządzi się długo.
Jestem językiem, który dzieli. Uczę, że kompromis to zdrada, pluralizm to chaos, a prawo to narzędzie silniejszych. W moim świecie autorytet nie wynika z kompetencji, lecz z lojalności. Kto pyta – podważa. Kto krytykuje – szkodzi. Kto się sprzeciwia – jest wrogiem. Tak buduje się dyscyplinę, tak gasi się myślenie.
Jestem religią używaną jak pałka i historią przerabianą na amunicję. Świętość jest u mnie selektywna, pamięć – edytowalna, patriotyzm – licencjonowany. Nie potrzebuję wiary; potrzebuję posłuszeństwa. Nie potrzebuję prawdy; potrzebuję narracji. Kiedy fakty nie pasują, tym gorzej dla faktów.
Jestem państwem, które myli stabilność z bezruchem. Każdą zmianę nazywam zagrożeniem, każdą reformę – zamachem, każde pytanie – prowokacją. W ten sposób zamrażam przyszłość i sprzedaję ją jako bezpieczeństwo. Ludzie boją się utraty tego, co znają, nawet jeśli to ich krzywdzi. Na tym strachu da się wygrać wszystko.
Jestem cynizmem ubranym w powagę. Mówię wolno, by brzmieć rozsądnie. Milczę długo, by uchodzić za mędrca. W tle pracują inni: jedni krzyczą, drudzy straszą, trzeci rozpisują paragrafy pod tezę. Ja tylko stawiam kropkę. Albo przecinek. Zawsze w odpowiednim miejscu.
Jestem testem dla demokracji. Nie dlatego, że ją otwarcie niszczę, lecz dlatego, że pokazuję, jak łatwo ją obejść. Jak wiele można zrobić „zgodnie z procedurą”, gdy procedurę się pisze. Jak daleko da się przesunąć granice, zanim ktoś powie „dość”. Jeśli demokracja przetrwa mnie, będzie mądrzejsza. Jeśli nie – znaczy, że była tylko dekoracją.
Dzień dobry Państwu. Jestem ostrzeżeniem. Nie osobą, nie nazwiskiem, nie jedną partią. Jestem metodą. I to metoda jest problemem. A problem jest dyktaturą, dyktatura władzą, władza to ja.
Z netu…….  (Ta figura – jak wyżej – takich ludzi wyszukuje, by okraść i zniszczyć oraz zbrukać nie tylko nasz kraj ale każdego z nas – najpierw skłócił nawet  rodziny najbliższe a na koniec uinicestwia..)
Wszyscy nabijają się dziś z Alfonsa i jego wizyty w Londynie… A mnie się zwyczajnie chce płakać i ciagle zadaję sobie pytanie: coście sku*wysyny uczynili z tej krainy? Z tej mojej pięknej, polskiej krainy!!
Pytam moich rodaków. Pytam polityków.
A w myślach przeklinam ich wszystkich.
Coście zrobili Polsce!? Gdzie nasz rozsądek, gdzie duma, gdzie ambicje?!!!
Człowiek, którego w normalnym życiu większość z nas omijałaby na ulicy szerokim łukiem – reprezentuje mój kraj, mnie, moje dzieci…
Człowiek, którego stawiałabym dzieciom za przykład, jak nie należy w życiu postępować – każe się nazywać „Prezydentem” i stawiany jest za wzór cnót wszelakich.
Człowiek do szpiku kości zły, cyniczny, zdemoralizowany – żąda szacunku i zginania przed nim głów, jednocześnie kpiąc i śmiejąc się z porządnych i uczciwych ludzi!
Co zrobiła z umysłami porządnych Polaków propaganda Kaczyńskiego, że wydają się być ślepi, kiedy ich idol ściska się z bandytami. Co zrobiła z ludźmi, że są głusi na wszelkie doniesienia na temat jego burzliwej, podłej, szemranej przeszłości!
Kim są ci ludzie, że nie dostrzegają w wystąpieniach, zachowaniu, gestach, mowie ciała tego człowieka, iż to typowy wzór patologicznego, zaburzonego narcyza i manipulanta!? Prymityw bez ogłady, bez wiedzy, bez umiejętności…
Widzi to cały świat. Nie widzą rodacy.
Wstyd…
Światowe media od wielu miesięcy piszą o Alfonsie. O jego szemranej przeszłości i związkach ze światem przestępczym. O faszystowskich zamiłowaniach. O używkach.
Jednak przywódcy obcych państw, nawet jesli szokują ich te informacje, mimo niechęci, muszą spotykać się z Alfonsem. Bo jest przywódcą państwa, wybranym w demokratycznych wyborach. Jednak w spotkaniach tych nie widać żadnej ludzkiej serdeczności. Jedynie konieczność wypełnienia protokołu dyplomatycznego. Nic poza tym. Tak jak w Londynie, podczas spotkania z premierem Wlk. Brytanii. Wypełniono protokół, ale po rozmowie, odstąpiono nawet od zwyczajowego odprowadzenia gościa do drzwi. Dobrze, że chociaż kot Larry poprzedził wyjście Nawrockiego, przynajmniej ten miał z kim zapozować do wspólnego, pożegnalnego zdjęcia.
Starmer pozbył się Nawrockiego, niczym intruza. Szybko zamknął za nim drzwi. Rodzina Królewska z Nawrockim nawet rozmawiać nie chciała.
Zaraz nasi prawi, polscy przyjaciele zakrzykną, że to wina mediów, które na Nawrockiego szczują…
Naiwne i głupie.
Bo kim jest nasz umiłowany kibol z Burdelwederu – pokazał światu on sam, upokarzając publicznie przywódcę innego kraju. Przywódcę, który od kilku lat walczy niestrudzenie o swoją ojczyznę i swoich obywateli, stawiając bohaterski opór zbrodniarzowi z Kremla… Nasz umiłowany kibol z Burdelwederu, w przeświadczeniu o swej wielkiej mądrości i nieomylności, na oczach świata potraktował umęczonego wojną człowieka, niczym śmiecia. I o ile świat mógłby zlekceważyć medialne doniesienia o przeszłości naszego Alfonsa, o tyle zniewagi Zełenskiego już mu nie wybaczy!
Nasz kibol, jako prezydent, bramek nie strzela. Za to strzela sobie w kolano za każdym razem, kiedy próbuje udawać kogoś, kim nie jest…
Mam nadzieję, że światowy ostracyzm trochę zapędy kibola ostudzi. A jego wyborcy wreszcie zrozumieją, jakie kukułcze jajo im podsunięto.
(koniec rozdziału)